czwartek, 27 lutego 2014

Tłusty czwartek

To staropolski zwyczaj i tradycja pieczenia i zjadania pączków i faworków. Tłusty czwartek rozpoczyna ostatni tydzień karnawału i jest świętem zwyczajowym.Według jednego z przesądów, jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka, to w dalszej części roku nie będzie mu się wiodło.
Ale pamiętajcie, że jeden paczek, w zależności od nadzienia, to nawet 400 kalorii. Aby spalić równowartość kaloryczną jednego pączka, można na przykład malować ściany przez 2 godziny czy też robić na drutach przez 4 godziny, albo rozłożyć w czasie - mamy później 40-dniowy post.
A teraz pytanie, gdzie znajdziemy najlepsze pączki w Suchedniowie?

33 komentarze:

  1. PIEKARNIA KOZŁOWSCY!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii ciast i innych wyrobów można podjąć dyskusję ... ale jeśli chodzi o Pączusie to nie Mają sobie równych i każda cukiernia tudzież piekarnia w okolicy powinna do nich udać się na szkolenie z zakresu wypieku prze smacznych pączków.
      Pozdrawiam
      Don Pedro

      Usuń
    2. pracowałem tam ,no fakt są smaczne lecz co? czy to natura?czy chemia?

      Usuń
  2. Jak to gdzie? Po upieczeniu u siebie w domu. :P Mi kalorie na szczęście nie grożą mogę zjeść ich 20 i tak nadal będę chuda jak szczapa. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczucia dla męża ... Do kości się przytulać .... brrrrrrrrrr :D :D

      Usuń
    2. Raczej pozazdrościć.Takie Panie zawsze są seksowne.

      Usuń
    3. Jak kto woli, ale siniaków się nabawić to tez średniawka estetyczna.

      Usuń
  3. Korzystając z okazji chciałbym przypomnieć o nieżyjącym już niestety Panu Ziębie, kierowniku byłej ciastkarni (dziś tam mieści się produkcja prywatnej cukierni Lazur), który był sławny z robienia bardzo dobrych tortów co w owych czasach czyli czasach głębokiej komuny nie było łatwe bo jak wszyscy wiemy wszystkiego brakowało, od cukru, przez mąkę nie wspominając już o czekoladzie która była towarem skrajnie deficytowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak już wspominamy :) to czy pamiętacie pierwszą "prywatną" ciastkarnię w Suchedniowie u p. Wędzonki? Mieściła się tuż obok ciastkarni spółdzielczej czyli obok obecnego "Lazura". Do dziś pamiętam jak wysyłała mnie tam mama po ciastka - kremówki, serniki, szarlotki i inne pyszności. Czasy były trudne więc wszystko smakowało wyśmienicie :)

      Usuń
    2. Do wspomnień dołączmy lody u Pani Ignatowiczowej. Ciekaw jestem ilu jeszcze pamięta smak i miejsce. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Pani Ignatowiczowa miała także ciastka tzw. tortowe. Wracając z religii podchodziliśmy na lody, ale ja nieraz wolałem ciastko tortowe lub roladę....kosztowało 2 zł.

      Usuń
    4. Ryszardzie to były piękne czasy, szkoda że się nie wrócą, Zapomniałem a oranżada wisienka w klubie.

      Usuń
    5. W którym miejscu mieścił się "sklepik" pani Ignatowiczowej?

      Usuń
    6. Przy ulicy powstańców /handlowej/ na wprost /cukierenki/ obecnego sklepu Państwa Więckowskich. Chyba za długo żyję, jak są takie pytania.

      Usuń
    7. Dziękuję za podpowiedź, cukierenkę pamiętam, ale jakoś tego co był po drugiej stronie już nie :), chyba dlatego, że mama zakazywała mi jeść lody, bo często chorowałam. Lubię wspominać lata dzieciństwa, czyli tzw. stare dobre czasy. Zdarza mi się często, że śni mi się cukiernia przy moście i "Sam" przy ulicy Bodzentyńskiej:). To były piękne czasy... Skromnie się żyło, ale za to cieszyły drobiazgi...Pozdrawiam - Ania`69

      Usuń
    8. Aniu dziecko ty moje dal tego nie pamiętasz bo ty młoda '69.

      Usuń
    9. Aniu poszukaj na Nasz Suchedniów wcześniejszego opisu ulicy Handlowej, to przypomnisz sobie "stare" miejsca

      Usuń
    10. Do wiadomości młodszego pokolenia....domek gdzie była cukierenka-lodziarnia p.Ignatowicz stoi nadal i zdaje się, że mieszka tam wnuczek p. Ignatowicz. A naprzeciwko u p.Żołądek też przez pewien czas były lody i ciacha i nie były to jedyne przybytki z lodami bo powyżej za krzyżówką z ul Krótką lody miała p. Jedynakowa. Lody kręcone wymagały w tamtym czasie zmagazynowania w zimę porcji tafli lodowych ciętych na berezowskim stawie / jeśli była odpowiednio mroźna zima / i przetrzymywanych w trocinach do lata aby można było schładzać pojemniki w których kręcono lody. Dziś to zapewne wywołuje u niektórych zdziwienie, ale tak to było w tamtych czasach.
      Wrócę jeszcze do "cukierni" przy moście ..... chodziło się tam na oranżadę za 1,40 zł. i chyba 1,60 a później pojawiła się mandarynka po 2,30 i w smaku była lepsza. Chodząc na lekcję religii w domu parafialnym przechodziliśmy obok tych "pokus" i skwapliwie korzystaliśmy z nich. Chociaż sezon lodowy zaczynał się dopiero 1-go maja. Fajnie się dziś to wspomina, chociaż niektórzy mówią, że .....Pozdrawiam pamiętających i pozostałych również :)

      Usuń
    11. Wielkie dzięki wszystkim, a szczególnie Panu Ryszardowi za obszerne wyjaśnienia. Teraz już wszystko jasne :) Wspomnienia o pączkach, poprzez lody i mandarynkę, zakończę wspomnieniem bukietów frezji kupowanych w kwiaciarni u Pana Mamy, których zapach chodzi za mną do dziś. Warto wspominać!!! Ania

      Usuń
    12. A na berezowskim stawie w trakcie cięcia lodu jak któremuś tnącemu siekiera lub piła wpadła do przerębla dawał nura ubierał się i ciął dalej. Jednego z tych panów jeszcze nie tak dawno spotkałem. Narzędzia wówczas nie były tak dostępne jak dziś i kosztowały nie mało. Być może warto wspominać takie wręcz nie prawdopodobne historie z myślą o młodszym pokoleniu.

      Usuń
    13. Panie Ryśku co mówią niektórzy?

      Usuń
    14. Nie zrozumiałem poprzedniego wpisu, bardzo proszę o rozwinięcie albo wyjaśnienie. Przepraszam.

      Usuń
    15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    16. "chociaż niektórzy mówią, że..."
      Wspomnienia młodości są odznaką starości...ha, ha.
      A wracając do pączków ....to pamiętacie pączki i bułki drożdżowe u pani Flantowiczowej na Ogrodowej ? PYCHOTA !!! ...domowe, dziś takich nie kupicie. Na każdej przerwie stałą kolejka uczniów z jedynki i nieraz człowiek spóźnił się na lekcje:)

      Usuń
    17. aha! dzięki.

      Usuń
  4. U mojej mamy ,ach co to za pączusie,pulchne na smalcu smażone,pycha. Broń Boże nie dotykajcie tych wyrobów po 45 gr.sztuka,będzie się wam odbijać plastikiem ,a poza tym to grzech przeciw piątemu przykazaniu,które dotyczy również samobójców w tym przypadku tych którzy narażają swoje życie i zdrowie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Widząc kartony wynoszonych pączków z naszej Biedronki, to tradycja ma się dobrze ,szkoda tylko,że zagraniczne korporacje tak jak za komuny faszerują nas wyrobami pączkopodobnymi za parę groszy ,ale cóż mamy tak zamożne społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Potwierdzam, państwo Kozłowscy w pieczeniu i aromacie pączków-niezrównani!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wyjątkowi ludzie, pełni wrażliwości na ludzkie problemy. Pomagający bez interesownie i nie oczekujący niczego. A pączki najlepsze w Suchedniowie nawet lepsze niż od Pani Rudzkiej.

      Usuń
  7. oczywiście piekarnia jedynka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniali ludzie, słynący nie tylko z dobrej jakości produktów i usług ale i z dobrego i wrażliwego serca. Nie znam ich osobiście ale cała moja rodzina i ja korzysta z ich ciężkiej pracy. Życzę wszystkiego najlepszego na co dzień nie tylko od święta.

      Usuń
    2. P.S. wpisali się z wielką kulturą w najlepsze wzory Suchedniowa.

      Usuń
    3. Ja jadłam pączki kupowane pod szkołą nr2 (obecnie gimnazjum) od Pani z koszyka, bodajże nazywała się Rudzka. Smaczne pudrowane :)

      Usuń